|
góraLSKI HUMOR
UGWORZAJOM dwie
gaździny o swoich dzieciach. Jedna z nich się chwOli:
- A mój Jasiek to teroz studyjuje w takim
uniwersytecie, co to się tak jakoSIK nazywo: ugryź - nie, nie ugryź!...
użarł, nie, nie użarł... A! Już wiYm! UJOT!
Pyta się turysta bacy:
- Macie baco w waszej okolicy jakąś atrakcje dla turystów?
- Mielimy, ale niedawno SIY WYDAłA.
Baco, ile jest kilometrów do
Zakopanego? - pyta turystka górala jadącego furmanką.
- Pięć.
- Mogę się z wami zabrać?
- Ano możecie...
Po dwóch godzinach jazdy turystka pyta:
- Baco, a teraz ile kilometrów do Zakopanego?
- PiętnOście
- Jak to? Dwie godziny temu mówiliście, że pieć!
- A KTO WOM GODOł,
Ze JO jadE do ZOkopanego.
TURYśCI
ZACHWYCENI LOKACJą
PIęKNEGO
DOMU góraLSKIEGO U PODNóRZA TATR, PO
ZEJśCIU
Z TARASU WIDOKOWEGO
WYCHWALAJą:
- PANIE
góraLU, WSPANIAłY DOMEK, A JAKIE
CUDOWNE WIDOKI.....
HEJ PANOCKI, TE WIDOKI BY BYłY JESCE
PIYKNIYJSE, INO górY ZASłONIAJOM
Przychodzi ceper do górala i mówi:
- Baco, powiECIe: chrząszcz brzmi w trzcinie?
- E, co byk nie powiedział: chrobok burcy w trowie
GÓrAl
W AmeryCE OBRABOWAł
bank.
Ukrył się w rowie i liczy pieniądze.
Podchodzi do niego policjant i pokazuje mu odznakę z napisem: POLICE
A baca na to:
- DziYNKUJYM PIYKNIE PANOCKU, ALE sOm se police.
Idzie sobie baca i ciągnie na
sznurku zegarek. Przechodzący turysta pyta zdziwiony:
- A co to baco, zegarek na sznurku ciągniecie?
- Jo go JANCYKRYSTA NAREście
naucYM chOdzić!
|